Skip to content
Opens in a new window
Listen to this chapter • 7:53

[1] Potem wyszedł stamtąd i udał się w swoje rodzinne strony. Towarzyszyli Mu Jego uczniowie.

[2] A gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. Wielu słuchaczy dziwiło się i zastanawiało: Skąd On to ma? Co to za mądrość, która jest Mu dana? I takie cuda, które się dzieją przez Jego ręce?

[3] Czy to nie jest ten cieśla, syn Marii, brat Jakuba, Jozesa, Judy i Szymona? I czy Jego siostry nie mieszkają wśród nas? I stopniowo odwracali się od Niego.

[4] Wówczas Jezus zwrócił im uwagę: Nigdzie prorok nie spotyka się z lekceważeniem, tylko we własnej ojczyźnie, w gronie swoich krewnych oraz we własnym domu.

[5] Przez to nie był w stanie dokonać tam żadnego cudu, tylko na kilku chorych włożył ręce i uzdrowił ich.

[6] I dziwił się ich niedowiarstwu. Ponadto obchodził okoliczne wsie i nauczał.

[7] Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął ich wysyłać po dwóch, dając im władzę nad duchami nieczystymi.

[8] Polecił im, aby nie brali na drogę nic oprócz laski — ani chleba, ani torby podróżnej, ani monety w trzosie —

[9] lecz by obuli sandały i nawet nie wkładali dwóch tunik.

[10] Potem dodał: Gdziekolwiek wejdziecie do domu, korzystajcie z jego gościny aż do odejścia.

[11] A gdyby was gdzieś nie przyjęto ani nie chciano wysłuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie pył z waszych stóp na świadectwo dla nich.

[12] Oni więc wyszli i zaczęli wzywać ludzi do opamiętania.

[13] Wyganiali przy tym wiele demonów oraz namaszczali olejem i uzdrawiali wielu chorych.

[14] I usłyszał o Nim król Herod, gdyż Jego imię stało się głośne i mówiono: Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego przejawia się w nim taka moc.

[15] Inni utrzymywali: To Eliasz. Jeszcze inni głosili: To prorok — po prostu jeden z proroków.

[16] Herod, gdy to usłyszał, stwierdził: To Jan, którego ja kazałem ściąć, to on zmartwychwstał.

[17] Sam Herod bowiem posłał żołnierzy, aresztował Jana i osadził go w więzieniu. Powodem była Herodiada, żona jego brata Filipa, którą sam pojął za żonę.

[18] Jan wytykał mu to, mówiąc: Nie wolno ci mieć żony twego brata.

[19] Herodiada czuła więc niechęć do Jana i chciała go zabić, ale nie była w stanie.

[20] Herod bowiem obawiał się Jana, przekonany, że to człowiek prawy i święty. Z tego powodu chronił go, a kiedykolwiek go słuchał, czuł się wielce zakłopotany, chociaż słuchał go chętnie.

[21] Okazja nadarzyła się w dzień urodzin Heroda. Wyprawił on wtedy ucztę dla swoich dostojników, dowódców35 i całej galilejskiej elity.

[22] Otóż córka tej właśnie Herodiady zatańczyła i swym tańcem urzekła Heroda oraz jego gości. Król powiedział dziewczynie: Poproś mnie, o co chcesz, a dam ci.

[23] Przysiągł jej natomiast wiele: Dam, o cokolwiek poprosisz, choćby połowę mojego królestwa.

[24] Wtedy dziewczyna wyszła i radziła się matki: O co warto dla siebie poprosić? Ta zaś odparła: Poproś o głowę Jana Chrzciciela.

[25] Wróciła więc szybko do króla i powiedziała: Chcę, byś mi tu zaraz dał na półmisku głowę Jana Chrzciciela.

[26] Króla ogarnął smutek, lecz ze względu na przysięgę i na gości nie chciał jej odmówić.

[27] Wysłał więc zaraz żołnierza ze straży przybocznej i rozkazał przynieść głowę Jana Chrzciciela. Żołnierz poszedł zatem i ściął go w więzieniu,

[28] następnie przyniósł jego głowę na półmisku i dał ją dziewczynie, a ta swojej matce.

[29] Gdy usłyszeli o tym uczniowie Jana, przyszli, wzięli jego ciało i złożyli je w grobie.

[30] Potem apostołowie zeszli się u Jezusa i opowiedzieli Mu o wszystkim, czego dokonali i czego nauczali.

[31] Wtedy powiedział im: Niech teraz każdy z was uda się samotnie na odludne miejsce i tam trochę odpocznie. Wiele bowiem osób przychodziło i odchodziło, tak że nie mieli nawet czasu na posiłek.

[32] Odpłynęli więc łodzią na odludzie, aby pobyć w samotności.

[33] Lecz zauważono, jak odpływają i wielu ich rozpoznało, dlatego lądem zbiegli się tam ze wszystkich miast — nawet ich wyprzedzili.

[34] Gdy więc wyszedł, zobaczył wielki tłum ludzi i zlitował się nad nimi, bo byli jak owce bez pasterza, a potem zaczął ich uczyć wielu rzeczy.

[35] A gdy zrobiło się już późno, uczniowie podeszli do Jezusa z taką radą: Miejsce to jest puste i godzina już późna.

[36] Rozpuść ich, niech idą do okolicznych zagród oraz wsi i kupią sobie coś do jedzenia.

[37] A On na to: Wy dajcie im jeść. Wtedy Go zapytali: Czy mamy iść, nakupić chleba za dwieście denarów36 i dać im zjeść?

[38] Ile macie chlebów? — zapytał. — Idźcie i zobaczcie. A gdy się upewnili, odpowiedzieli: Pięć i dwie ryby.

[39] Wtedy polecił im posadzić wszystkich grupami na zielonej trawie.

[40] Rozłożyli się więc gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu.

[41] A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i pobłogosławił. Następnie łamał chleb i dawał swoim uczniom, a ci kładli go przed ludźmi. Także dwie ryby rozdzielił między siedzących.

[42] I jedli wszyscy — i nasycili się.

[43] Potem zebrali dwanaście koszy pełnych kawałków chleba i ryb.

[44] Tych zaś, którzy jedli chleb, było pięć tysięcy mężczyzn.

[45] Zaraz potem wymógł na swoich uczniach, żeby wsiedli do łodzi i popłynęli przed Nim na drugą stronę jeziora, w kierunku Betsaidy, a Jego zostawili, aby rozpuścił tłum.

[46] Po rozstaniu się z ludźmi odszedł na górę. Chciał się pomodlić.

[47] Tymczasem nastał wieczór, łódź była na środku jeziora, a On sam na lądzie.

[48] Wówczas zobaczył ich, jak walczą przy wiosłach, gdyż wiatr mają przeciwny, i około czwartej nad ranem przyszedł do nich po falach — i chciał ich wyminąć.

[49] Oni jednak, gdy Go zobaczyli idącego po wodzie, pomyśleli, że to zjawa i krzyknęli.

[50] Wszyscy Go bowiem zobaczyli i przestraszyli się. Lecz On natychmiast odezwał się: Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!

[51] I gdy wszedł do nich do łodzi, wiatr ustał, a oni wręcz zastygli w zdumieniu.

[52] Nie rozumieli bowiem tego, co się zdarzyło z chlebami, gdyż ich serca były nieczułe.

[53] Po przybyciu na drugą stronę przybili łodzią do ziemi Genezaret.

[54] Gdy tylko Jezus wyszedł z łodzi, ludzie zaraz Go rozpoznali.

[55] Obiegli zatem cały ten obszar i tam, gdzie — jak słyszeli — przebywa, zaczęli na posłaniach znosić ludzi z różnymi dolegliwościami.

[56] Gdziekolwiek więc wchodził do wsi, do miasta lub do osady, wynosili na place chorych i prosili Go, by im pozwolił dotknąć choć skraju swojej szaty. Ci zaś, którzy Go dotknęli, doświadczali uzdrowienia.

Marka — Chapters