Skip to content
Opens in a new window
Dlaczego jestem kolarzem gorszym od Ciebie? (Na 10 lat kanału Prawie.PRO) (116)
14 September 2026

Dlaczego jestem kolarzem gorszym od Ciebie? (Na 10 lat kanału Prawie.PRO) (116)

Leszek Prawie.PRO

About

Chcesz mnie wesprzeć? Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO
Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/
Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro


Prawie rok się zbierałem do napisania tego wideo. Jest ono dla mnie trudne. Dla osób postronnych jeszcze trudniejsze. W odbiorze. Jednak co roku staram się otwierać, zrywając swoją uśmiechniętą maskę, by pokazać, że jestem jak każdy. A tak naprawdę jestem gorszy. 


Im mam gorszy moment, tym gorzej oceniam samego siebie. Możesz mieć w życiu wszystko. Pieniądze, sprzęt, miłość, proste zęby, wspaniałą pasję… Jednak pod koszulką, pod skórą, gdzieś głęboko w swoim sercu jesteś dla samego siebie zerem. 


Najtrudniej jest to odkryć, zdać sobie z tego sprawę. Najtrudniej oglądać zdjęcia na których jesteś uśmiechnięty(a) pośród innych ludzi, gdy wiesz, że uważasz siebie za niepotrzebny element tej ilustracji.


Gdy uważasz wszystkich wokół za mądrzejszych, ładniejszych, szybszych. Z lepszą przeszłością. Ciągle jest w Tobie napięcie, bo podświadomie boisz się tego, że ktoś odkryje Twoje słabości. Ktoś się zorientuje, że masz duży nos, wystający brzuch. Brak wytopionych mięśni. Zbędne 5 kilo. Boisz się, że nie dasz rady z innymi, nie dotrzymasz ich poziomu. Tym sposobem skażesz się na ocenę. Na wstyd.



Tak. Ja odkryłem, że całe życie wstydzę sie za siebie. Od najmłodszych lat. Od szkoły podstawowej, od zapisania się do młodzików Piasta Gliwice. Od pierwszego stażu. Od pierwszego etatu. Każda interakcja to lęk przed oceną. Dlatego wyjście z domu wymaga od Ciebie głębokiego oddechu. Przygotowania. 


Czujesz napięcie, choć kompletnie nie łączysz tego z wejściem do sklepu, gdzie są inni. Robisz to, ale nigdy nie patrzysz prosto przed siebie. Odkrywasz, że zawsze patrzysz w podłogę. Domyślnie w peletonie zajmujesz ostatnie miejsce, bo tu najmniej osób na Ciebie patrzy. 


Są oni a potem ja. Tak, ja tak mam. Dlatego nigdy, nawet jakbym miał formę, nie umiałbym wygrywać, bo bycie na pierwszym miejscu jest dla mnie większym dyskomfortem niż cień. Dlatego tak często świadomie w życiu wybieram cień. Dlatego tak ciężko jest nagrywać wideo, pozować do zdjęć albo nawet powiedzieć komuś cześć. 


Dlatego wybierasz maile zamiast telefonów. Hamulec zamiast sprintu. Potakiwanie zamiast sprzeciwu. Dostawę pod drzwi zamiast do rąk. 


Boisz się odrzucenia przez lepszych od Ciebie. Tyle, że wszyscy są lepsi od Ciebie. Chcesz być akceptowana i akceptowanym przez wszystkich, mimo, że nie z każdym trzeba utrzymywać relacje. Bo jesteśmy różni. Bo niektórzy naprawdę nie zasługują na naszą atencję, ponieważ żerują na słabości, braku odwagi i sprzeciwu. Uważasz, żeby zasługiwać na akceptację zawsze musisz wszystkim wozić bidony. A na koniec pokornie przyjmiesz słowa krytyki, bo dojechały 30 sekund za resztą, ciepłe i wygazowane. Jest Ci wstyd. 


Ten sam, który czujesz przy stole podczas świąt, w pracy, w internecie, u lekarza, na zawodach czy w autobusie. Z przyzwyczajenia w pracy dajesz 110% i poprawiasz wszystko za innych. Już bez docenienia i dziękuję. Bo to już norma. Ale nie zwracasz na to uwagi. Głowa ulega adaptacji jak ciało do upałów czy nogi do polskich gór. Jednak koszt pozostaje ciągle ten sam. Wkładasz gigantyczny wysiłek w przeciwdziałanie gorszości. W obsługę wszystkich kompleksów, toksycznych ludzi, których przyciągasz do siebie jak zbyt ciasna koszulka tłuszcz.


Nie możesz sobie pozwolić na ukazanie swojej słabości, bo pragniesz być jak inni. Wybierasz styl, którego nie trawisz, chowasz łzy za okularami, krople potu akumulujesz w czapce pod kaskiem, a ból przepłacasz zdartym szkliwem. Gdy ukażesz choćby przez chwile prawdziwą twarz, strach, brak sił okażesz się nieperfekcyjnym(a). Wstyd nie być idealnym. Prawda? Wszyscy tego wymagają. 


Masz być szybki jak Pogacar. Chudy jak Niemiec. Mądry jak Dawid Myśliwiec. Silny jak Arnie. Twardy jak Szajba z Fali Zbrodni. Ładna jak Niewiadoma. 


Ktoś Ci zaszczepił patologiczny wymóg bycia perfekcyjnym. Przyjęty bezkrytycznie i to jeszcze tak dawno, że nawet nie pamiętasz. Nie przypominasz sobie jak rodzice krzyczeli na Ciebie gdy płakałeś(aś) bo nie dawałeś rady? Chciałabyś zapomnieć jak koleżanki śmiały się z Twoich uszu i tego jak słabo grasz w siatkę? A to jak uderzył Cię chłopak z klasy i śmiali się z Twoich ubrań? A gdy mąż Ci powtarzał, że jesteś beznadziejna? Jak darł się na Ciebie przy wszystkich szef, choć to nie była Twoja wina? Pamiętasz jak było Ci wstyd na pierwszej ustawce kolarskiej będąc ostatnim? Albo jak się wywróciłeś i nikt nie podał Ci ręki. Gdy wszyscy się na Ciebie tylko biernie patrzyli.  


Bycie nieidealnym to ryzyko powrotu do tego bólu, który wolisz zapomnieć. Bólu, który ukształtował cały Twój sposób patrzenia na świat. Który podporządkował dziesiątki Twoich zachowań, czyniąc z nich niewidzialne schematy. Dlatego już nie zwracasz uwagi na poziom wysiłku ani napięcia jaki generuje lęk przed wstydem. Najgorzej to sobie uświadomić. Najgorzej to wiedzieć, że z nikim nie możesz o tym porozmawiać. Zawsze jesteś sam w tłumie ludzi. Ty i Twój przewlekły strach. 


To wszystko dotyczy ogrom z nas. Dorosłych dzieci, kierujących się w swoim życiu emocjami z dzieciństwa. I choć zdanie sobie z tego sprawy potrafi bardzo pomóc, to jednak w życiu każdego z nas zdarzać się będą momenty gdy bez okularów na rowerze będzie widać łzy. 


Gdy nie masz siły odzywa się w Tobie ten kolega, zły mąż, rodzic mówiący, że zawsze musisz być silny/silna i najlepsza. Tymczasem nie istnieje perfekcja. Nie ma czegoś takiego jak ideał. Nie ma ludzi bezwzględnie mocnych, nie popełniających błędów. Pogacar też się wywraca. Większość kolarzy też ma nadmiarowy tłuszcz. Naukowiec również może się mylić. Z kolei gwiazda kina może być jedynie kreacją. 


Ktoś kto wymaga lub wymagał od nas bycia idealnym sam nie jest doskonały. Okazuje się, że rodzice i nauczyciel mają jedynie swój punkt widzenia, który nie zawsze jest zgodny z prawdą. Kolega z klasy może dobrze kopał w piłkę, ale słabo radzi sobie z alkoholem. Kolega z grupy, który ostatnio był najszybszy na rowerze okazuje się mocny fizycznie, jednak może nie zdawać sobie sprawy, że opowiadanie o tym wszystkim jest powodem do wstydu. Tak, bo każda inteligentna osoba wie, że wszelkie próby wywyższania się, walki o docenienie jest tak naprawdę głośnym krzykiem ratunku. Tymczasem prawdziwi bohaterowie są cisi. Majętna osoba nie powie o swoich zarobkach. Naprawdę mocny kolarz nie będzie opowiadać ile zrobił kilometrów. A tym bardziej nigdy nie oceni słabszych od siebie by nie zrobić komuś przykrości chcąc podkreślić swoje ego. Nie ma takiej potrzeby. 


W końcu gdy zapytasz wprost osoby wokół Ciebie czy zauważyły, że masz krzywy nos, większość z nich stwierdza, że dopiero teraz zwróciły uwagę na Twój największy kompleks. Dowiadujesz się też, że miarą wartości jako człowieka w jednym procencie jest Twoja szybkość. Wśród osób, które są przy Tobie że względu na Twoje serce czy umysł. A nie to jak grałeś w piłkę w gimnazjum.


Mało jest osób, które patrzą inaczej. I jeśli są wokół Ciebie to czy naprawdę muszą Ciebie kochać? Co to są zawody na liczbę znajomych na naszej klasie? Jeśli ktoś Cię cały czas krytykuje, to może robi to także dlatego, bo próbuje udoskonalać swój niedoskonały świat? Może sama się wstydzi tego kim jest? Może ten szef wyżywa się na Tobie, bo wie, że ma gorsze kompetencje od Ciebie?


Tylko nie ma świadomości, że najsłabszym ogniwem tego zestawienia jest on sam, a nie Ty. Nawet nie wiesz ile własnych problemów mają osoby, które najbardziej udają bogów w każdej z dyscyplin życia. Jak sami są skrzywdzeni życiem i sfrustrowani tym gdzie się znajdują. 


To jak krytykanci w Internecie. Najłatwiej ocenić upadek z kanapy. Wytknąć komuś zły wygląd samemu nie mając ustawionego awatara. Mówić, że nie masz zdolności, samemu nie potrafiąc poprawnie posługiwać się językiem w którym ciśnie po Tobie. A im bardziej jesteśmy spolaryzowani, tym więcej w nas determinacji do pisania rzeczy złych. Do wydawania ocen. Bo ocenianie jest najprostsze. Dużo łatwiejsze, niż analiza. To też najlepszy sposób na wywyższenie samego siebie. Łatwiej jest podnieść swoją wartość obniżając Twoją. Czy to nie jest znany schemat wampiryzmu? Przerzucanie swojego wstydu na Ciebie? Po co Ci takie relacje? Co takie osoby wnoszą do Twojego życia? Po co dajesz się ciągnąć w dół. No chyba, że chcesz być influencerem.


Wiem, bardzo łatwo się to mówi. Gdyby to było proste to sam nie miałbym epizodów w których czuję się śmieciem. Jednak walka że wstydem i własną wartością to jest proces. Trening. Raz FTP 4W w górę, następnie 8 w dół, a za jakiś czas 8 plus. Jednak gdy nie trenujesz to się cofasz coraz bardziej do cienia. Gdy boisz się ustawek i jeździsz na końcu to nie przekonasz się jak to jest być w środku razem z innymi. Że nie jesteś gorszy. Albo, że nikt na to nie zwraca tak naprawdę uwagi spośród wartościowych ludzi na których naprawdę nam zależy. 


Trenując możesz się przekonać, że jednak da się odciąć od wampirów i tak naprawdę mniejsze grono osób, które nas lubi nie sprawia, że jesteś gorszym człowiekiem. No bo nie każdy musi Cię lubić, bo to nierealne i okupione codziennym wysiłkiem w którym to stawiasz siebie oraz swoje potrzeby na ostatnim miejscu. Uderzając pięścią w kierownicę przekonasz się też, że liczą się też Twoje potrzeby. 


Z kolei mówiąc otwarcie o swoich lękach okazuje się, że jest łatwiej. Że mnóstwo osób które uważasz za lepsze od siebie też mają ten sam problem. Dowiadujesz się, jak one sobie rodziły i radzą z tym okropnym uczuciem bycia za innymi. Że nawet uśmiechnięty Pan z Internetu czuję się gorszy od Ciebie, albo, co najbardziej zaskakujące – ktoś Cię podziwia, jednak wstydził się o tym powiedzieć. 


Każda osoba o obniżonej własnej wartości ma tendencję do tego by przesadzać, chorobliwie skupiać się na swoich straszkach. Pani w sklepie Cię nie oceni, bo jesteś dzisiaj tysięcznym klientem. Lekarz nie pomyśli o Tobie źle, ponieważ dzisiaj przyjął już 9 osób z tym samym. Na ustawce mało kto nie będzie Cię lubić przez to, że nie potrafisz utrzymać koła. Tym bardziej jeśli powiesz o tym wszystkim otwarcie. Wtedy jedynie na co się skazujesz to na podziw, że umiesz pokazywać swoją słabość. Masz jaja, żeby powiedzieć, że się boisz. Bo reszta też się boi.


Bo każdy czasem czuje się jak gówno. Tylko mało kto o tym jest w stanie powiedzieć bez przepracowania tego głęboko w swoim sercu. To jest jedyna opcja, żeby jechać dalej i przeciskać się bliżej czoła peletonu. Nagle okazuje się, że Twoją najsłabszą stroną nie są Twoje słabości tylko wstyd. To on najbardziej hamuje Twoje siły.


Nagle okazuje się, że potrafisz rozluźnić swoje serce i głowę. Stawiasz siebie na równi z innymi a nie obok. Ani nad innymi, ani poniżej. Wśród innych stanowisz uzupełnienie. Bo każdy z nas ma inne słabe i mocne strony. Dzielimy się na zawodników taktycznych, górali, sprinterów. Ja umiem lepiej liczyć, a Ty lepiej piszesz. Jednak jak każdy mogę mieć gorszy dzień. Mogę źle skręcić. Jednak czy znasz kogoś, kto tego nie zrobił? Każdy z nas, ale o tym się nie mówi. 


Przy tym wszystkim musisz pamiętać, że bez względu na to co mówię, bywają gorsze momenty. Też mam chwile gdy chowam się w cień. Nadal też nie umiem przyjmować dobrych słów, za to o wiele lepiej wbija mi się do głowy krytyka. Wciąż bywają dni gdy chce jechać sam, do nikąd. Są momenty gdy łzy spływają pod okularami, jednak wszyscy myślą, że to pot. Sztuką, której się uczę to potrafić zaakceptować swoją niedoskonałość. Uczynić z siebie samego mniej bezwzględnego szefa. Nie być dla siebie nauczycielem że szkolnych lat. Przyjąć 90% doskonałości za normę. Bądź na 90%. 


To jest cholernie ciężka praca każdego gorszego dnia. Zwłaszcza gdy jesteś zmęczony, niewyspany lub gdy właśnie się orientujesz, że przegapiłeś zjazd. Jednak to nie jest bycie gorszym. Życie i samopoczucie to nie jest linia wiecznie wznosząca. To interwały. Niekiedy musisz zakręcić z całych sił na zaciśniętych zębach, by znów złapać koło 


Najważniejsze w tym to jest umieć pokochać samego siebie. Akceptując te swoje 90% doskonałości. Sztuką pogodzenia się z samym sobą jest sztuka przymykania oczu na te brakujące 10%. 


Wstyd to nie tylko wzrok rzucony w chodnik, w licznik rowerowy, garb nawykowy i wiecznie zaszklone oczy zasłonięte lustrzanymi okularami. 


Wstyd to także coś co jest zupełnie odmienne. Sztuczna wyższość, ekscentryzm. Maska założona i zabetonowana na twarzy. Często najgorszymi czują się osoby, których w życiu byśmy o to nie podejrzewali. Być może nawet one same nie zdają sobie sprawy z tego, że to co determinuje ich sposób codziennego funkcjonowania to permanentny kompleks. 


I słowo kompleks jest bardzo niesprawiedliwe, bo niekiedy spłaszczane. Mówi się, że ktoś jest zakompleksiony, bo próbuje przez cały czas coś udowadniać. A im bardziej tego chce, tym jest gorzej dla niego samego oraz swojego otoczenia. Albo wręcz przeciwnie – są ludzie, będące wiecznie uśmiechnięte, życzliwe, otwarte, muszące cały czas wkładać ogromny wysiłek w to, by choćby odezwać się do drugiej osoby. Przez lęk przed byciem ocenionym.


Sztuką wówczas jest nie oceniać drugiego człowieka, a zdać sobie sprawę z tego, że jest to problem z którym ktoś sobie nie radzi, a jego geneza jest niezwykle zawiła.


Skąd bierze się ten dysonans, w którym to wstyd Ci za to jaką, jakim jesteś? Dlaczego patrzysz na innych z dołu. Dlaczego innym podświadomie w sercu zazdrościsz osiągnięć, wyglądu, prędkości na rowerze czy nawet rodziny. 


Nie wierzę w dobre słowa które słyszę. Jakby nie były adresowane do mnie 


Zauważłemn, że moja głowa zawsze podświadomie londuje w grunt. Gdy chodzę nie patrzę przed siebie, tylko w ziemię. Nos wbity w asfaltowe 


To czego najbardziej się boję to, że mogłoby się tak stać jak kiedyś gdy miałem 19 lat, że mój wstyd zacznę maskować pychą. Nie umiałbym wytrzymać że sobą mając podświadome poczucie bycia lepszym od innych. 


Otaczasz się toksycznymi ludźmi bo chcesz żeby ktokolwiek Cię akceptował. Ja kiedyś też bałem się dokonywać selekcji znajomych, bo bałem się tego, że ktoś mnie nie będzie lubić. Nie miałem żadnych granic. Zero asertywności i pewności siebie. Bo wstydziłem się tego jak niedoskonały jestem.